lut 5, 2010
neoma.pl

Rutyna, która będzie pracować na Twoją korzyść!

metal tooth-wheels,

Tyle słyszy się na temat walki z rutyną w codziennym życiu, że można dojść do wniosku, iż rutyna to coś, co nam raczej nie pomaga. I tak faktycznie jest, jeśli nie wiesz jak zrobić, aby rutyna pracowała na Twoją korzyść. Jak to zrobić? Przedstawię Ci sposób, z którego sam korzystam tak często, że stał się dla mnie bardzo rutynowy.

Uwaga! Artykuł dla osób, które chcą być efektywne, więc jeśli lubisz się obijać w pracy, to nie czytaj tego.

Czy łatwo jest wziąć się do pracy z samego rana? Przyznasz chyba, że nie zawsze. I nie jest ważne, czy pracujesz w domu, czy pracujesz w biurze, czy w jeszcze inny sposób. Nie ważne, czy jesteś pracownikiem, pracodawcą, czy też jednym i drugim w jednej osobie ;)

Chodzi o to, że nasz umysł często potrzebuje chwili, albo nawet kilku chwil na rozruch, aby w pełni zabrać się do obowiązków i zadań, które na nas czekają, a czasem wręcz zniechęcają nas do jak najszybszego startu.

Sposób, który Tobie przedstawię będzie wymagał jakiegoś czasu, aby w pełni wdrożyć go w swoje życie. Chodzi bowiem o to, aby wypracować sobie poranny obrzęd rozruchowy (w skrócie POR) po którym od razu weźmiesz się do pracy i ruszysz jak ten kulig z piosenki…

Jak to zrobić? Świetnie, że pytasz!

Przeznacz sobie na to 10 do 15 minut każdego ranka. Znajdź kilka czynności, które rozgrzeją Cię, przed właściwą pracą. Niech to będzie na przykład czas na uporządkowanie swojego miejsca pracy. Zrób tak, aby wszystko, czego będziesz potrzebował znalazło się w Twoim zasięgu. Następnie sprawdź, czy to, co zrobiłeś wczoraj jest na pewno dokończone i na swoim miejscu.

Jeśli to zrobisz, zaparz sobie filiżankę aromatycznej kawy, owocowej herbaty z zapachem unoszącym się w całym pomieszczeniu, lub nalej sobie kubek czystej w smaku wody. Przynieś go na biurko i postaw. Jeśli masz taką możliwość i nie rozpędza to Twoich myśli, włącz odpowiednią, w miarę cichą, wręcz sączącą się delikatnie muzykę. Poświęć chwilę, aby uporządkować pliki w Twoim komputerze, może na pulpicie zrobił się mały nieporządek, który należy ogarnąć.

Może gdzieś obok Ciebie znajdują się płyty CD, DVD bez swoich pudełek – znajdź pudełka i odłóż na właściwe miejsce. Jeśli wszystko jest już na swoim stanowisku i czeka na Ciebie, to niech chwilę jeszcze sobie poczeka ;)

Weź do rąk dobrze nastrajającą książkę, ewentualnie włącz sobie dobrego e-booka i poczytaj przez 3 – 4 minuty. Swego czasu lubiłem czytać na start tę książkę, bo świetnie ładuje energią. Po tych zabiegach od razu zabierz się do pracy.

I nie wiem, czy wolisz zabrać się zaraz za największe do wykonania zadanie, czy może lubisz zacząć od tych drobniejszych i stopniowo je zwiększać, to istotnym jest, aby zacząć naprawdę pracować.

Bardzo ważne, aby na samym początku, czyli przez pierwszy tydzień, czy dwa, wykonywać dokładnie te same obowiązki, w takiej samej kolejności i w podobnym czasie. Aby sobie w tym pomóc możesz sporządzić plan porannego obrzędu rozruchowego na kartce. W ciągu tego pierwszego okresu Twój mózg nauczy się, że po tych czynnościach wchodzisz na obroty i działasz na całego!

Po jakimś czasie, kiedy wejdzie Ci to w krew, możesz urozmaicić sobie poszczególne dni i mieć inny plan porannego obrzędu rozruchowego na poniedziałek, inny na wtorek, inny na środę… lub, kierując się innymi wyznacznikami – w dni parzyste jeden plan, w nieparzyste inny, jednak rób to na tyle długo, aby stało się czynnością rutynową.

Przykłady, które podałem wcześniej pochodzą z mojej mapy rzeczywistości – sam zaplanuj sobie, jakie czynności i w jakiej kolejności będziesz wykonywał, według swoich potrzeb i możliwości, jednak czytanie książki przez kilka minut, tuż przed wzięciem się do pracy polecam najbardziej!

Trochę kreatywności i rutyna, z którą do tej pory walczyłeś będzie pracowała na Twoją korzyść. Proste? Myślisz, że tak? Zacznij to robić, a wówczas będziesz wiedział, czy jest to naprawdę proste, bo teraz tylko myślisz, że tak jest i nie masz jeszcze doświadczenia ;)

Działaj i doświadczaj!

Marek

PS. — Rutyna dobra szczególnie zimą! A jeszcze lepsza w połączeniu z witaminą C!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Incoming search terms:

  • rutyna w pracy
  • co zrobic by zycie nie było rutyna
  • kreatywność czy rutyna
  • prezentacja rutyna w pracy
  • przykłady rutyny
  • zycia to rutyna

13 Comments

  • […] Koledzy z neoma.pl napisali coś, co mi dało do myślenia… […]

  • 1. Link do książki nie działa

    2. http://www.g3code.com/motywacja/rutyna-rutyna-ryc…

    pozdrawiam serdecznie

    • Grabek, zgadzam się z Tobą, że zamykanie się w jakichkolwiek ramach nie jest do końca dobre. Jednak mądre wykorzystanie czegoś, co nazwano warunkowaniem klasycznym może ułatwić nam wzięcie się do pracy. Uzależnianie się? Nie, to bez sensu.

      Po prostu mądrze korzystajmy z bodźców, które wyzwalają w nas pozytywne reakcje. Bo czasem może być tak, że zupełnie nieświadomie będziemy od siebie odsuwać w czasie moment rozpoczęcia ważnego zadania, przez (na przykład) lęk przed porażką, co może przynieść nieciekawe konsekwencje.

      Hej! Ja tak miałem — pierwsza organizacja dość ważnej konferencji była niezbyt udana, bo za późno zabrałem się za przygotowania. Poświęcałem dużo czasu na jakieś pierdoły, którymi nie musiałem się zajmować, ale tłumaczyłem sobie, że muszę szukać w sieci informacji na ten temat. I spędzałem tak dwie, trzy godziny przechodząc ze strony na stronę, z forum na forum kończąc na rzeczach zupełnie nie związanych z tym, co miałem znaleźć. No ale musiałem przecież sprawdzić (ot zwykły dysonans poznawczy się włączał).

      Dopiero później nauczyłem się, że by tego nie odkładać, bo i mogę osiągnąc znacznie lepsze rezultaty, i mogę uniknąć nieprzyjemnych konsekwencji. Wtedy nie potrafiłem się jeszcze motywaować sam, od wewnątrz. Zresztą nawet teraz tego nie potrafię w takim stopnu, w jakim chciałbym potrafić… za to wszystko przede mną ;)

      Cieszę się, że zwróciłeś uwagę na ten aspekt wykorzystania opisywanej przeze mnie techniki, bo to istotna kwestia.

      A swoją drogą, próbowałeś tego?

  • nie potrafię w takim stopniu, w jakim chciałbym”

    Co stoi na przeszkodzie?

    Naprawdę coś stoi na przeszkodzie?

    Może to?

    Czy próbowałem POR’a? — nie.

    To znaczy, świadomie nie. Ale któregoś dnia się przyłapałem na porannej rutynie i wtedy postanowiłem KONIEC.

    A musiałem tedy najpierw włączyć komputer, posiedzieć przy nim i odżywałem dopiero gdy się dowartościowałem dotychczasowymi osiągnięciami.

    Był to okaz słabości. Nie umiałem „zjeść tej żaby”.

    Jeśli potrzeba Tobie POR’a, to znaczy, ze czas na zmianę. Może musisz zmienić pracę, może miejsce zamieszkania, może klimat, może partnera/partnerkę, może siebie… Sam wiesz co jest nie tak.

    • …a może po prostu to, że nie zawsze da się z levelu 4 przeskoczyć do levelu 10 jednym hopem. Czasem trzeba nowe skill’e i itemy zdobywać. No i mane ładować cały czas ;)

      Zmiana jest możliwa!

  • W odpowiedzi na komentarz nr. 3:

    Kawa, książka, herbata, sok, kąpiel, spacer, piwo, woda, telefon, telewizja, sex, hamburger, pocałunek, piosenka, rozmowa, dotyk… Czy te rzeczy się czymkolwiek różnią? (i więcej)

    Czy da się ominąć kilka kroków (leveli)?

    Dziecko się rodzi, otwiera oczy, siada, raczkuje, wstaje, chodzi, biega. Nie da się tak po prostu otworzyć oczu i wstać, prawda?

    A jednak coraz więcej się słyszy (szczególnie jak się ma swoje), że dzieci właśnie najpierw biegają, a potem raczkują.

    • wiesz co Grabek… z tymi levealami tak myślę teraz… bo przecież w Super Mario w levelu 1–2 (podziemie) można było przejśc całą planszę „dachem”, później przeskoczyć windy i dalej idąc „dachem” dojśc do ukrytych przejść, gdzie można było wybrać poziomy 6, 7 lub 8, bez konieczności przechodzenia po kolei. Może w realu też tak się da… może to było jakieś przesłanie… może trzeba znaleźć odpowiedniego plugina…

      Teraz to się całkiem pogubiłem…

      Idę szukać tajnego przejścia. Wrócę w kolejnej rundzie. Trzymajcie za mnie kciuki!!!

  • Marku, Grabku – zaciekawiła mnie Wasza dyskusja, chciałabym się odnieść do kilku wątków.

    Po pierwsze — mam wrażenie, że samo słowo „rutyna” jest przesiąknięte złymi skojarzeniami. Wg słownika języka polskiego rutyna to 1. «biegłość w czymś nabyta przez długą praktykę» 2. «postępowanie lub wykonywanie jakichś czynności według utartych schematów»

    Za to właśnie podziwiamy sportowców czy muzyków, że na drodze żmudnych,codziennych ćwiczeń do perfekcji opanowują konkretne czynności (jazdę na nartach, sztukę walki czy grę na instrumencie). Postępowanie wg utartych schematów też nie musi być złe. Wyobraź sobie, że ratownik medyczny przyjeżdża do wypadku i nie ma wypracowanego schematu działania. Jeśli zacznie ratowanie od opatrywania ran, to może się okazać, że pięknie obandażowana ofiara wypadku umrze z powodu nieudrożnienia dróg oddechowych, a ratownik – jeśli nie założył wcześniej rękawiczek – niepotrzebnie narazi swoje zdrowie. Wydaje mi się, że kluczowa jest w takich przypadkach odpowiedź na pytanie „czemu to służy?” – czemu służy nowa procedura w organizacji czy włączanie komputera tuż po przebudzeniu. Jeśli w jakiś sposób usprawnia funkcjonowanie – punkt dla nas.

    Po drugie – zachęcam do tego, aby wypracowane, skuteczne schematy i rutynowe czynności poddawać raz po raz głębszej refleksji. Zmieniają się mozliwości, okoliczności, my się zmieniamy – i to, co kiedyś służyło, dziś może po prostu przeszkadzać w osiąganiu celów. Warto się czasem zatrzymać i zidentyfikować nasze dobre i złe nawyki, i świadomie zdecydować, co z tym dalej robię (tak jak w Twoim przypadku, Grabek, kiedy pewnego dnia powiedziałeś „stop”).

    Po trzecie – opisywany w artykule POR traktuję jak jedno w wielu narzędzi służących poprawieniu własnego funkcjonowania. Każde narzędzie dla jednego będzie bardziej, dla drugiego mniej użyteczne. Marku, w komentarzu 3 wskazałeś na najważniejszy moim zdaniem trop: „Bo czasem może być tak, że zupełnie nieświadomie będziemy od siebie odsuwać w czasie moment rozpoczęcia ważnego zadania, przez (na przykład) lęk przed porażką, co może przynieść nieciekawe konsekwencje”. Jeśli więc problem z motywacją do działania leży w lęku przed porażką, to tym przede wszystkim się trzeba zająć! Brak motywacji, unikanie podejmowania wyzwań czy problemy w realizacją celów w takim przypadku będą tylko powierzchnią, tylko objawem ukrytego i często nieidentyfikowanego lęku. Jeśli więc zajmiesz się zwalczaniem objawów, to niezlikwidowana przyczyna prędzej czy później da o sobie znać. Wyobraź sobie, że jakiś fotograf robi słabe zdjęcia. Jeśli nie ma pojęcia o podstawach fotografii, to nawet najnowocześniejszy sprzęt w jego rękach nie zrobi z niego profesjonalisty. Jeśli natomiast doskonały fotograf będzie próbował zrobić dobre zdjęcie komórką, to efekt także będzie marny, ale z zupełnie innego powodu. Naprawdę warto szukać prawdziwych przyczyn niepowodzeń!

    Inspiruje mnie jeszcze temat przeskakiwania levelów, ale o tym może następnym razem :)

  • Hmm.. to, co napisałam wyżej, nie jest jedyną słuszną drogą. Można przecież najpierw zająć się sytuacją (zastosować POR, poprawić zarządzanie czasem, usprawnić planowanie etc.). Takie działanie zwiększy efektywność pracy i przyniesie pierwsze sukcesy. A z każdym kolejnym sukcesem lęk przed porażką będzie mniejszy. Tak więc nie uświadamiając sobie nawet prawdziwej przyczyny niepowodzeń jesteśmy w stanie na nią wpływać. Efekt ten sam, tylko droga inna.

    • Aniu, zwracasz uwagę na to, „aby wypracowane skuteczne schematy i rutynowe czynności poddawać raz po raz głębszej refleksji”, bo „zmieniają się możliwości, okoliczności, my się zmieniamy”. I właśnie to MY powinno zostać wyróżnione. Zmieniamy się cały czas — kwestia tylko, czy w kierunku takim, w jakim chcemy się zmieniać, czy, po prostu dryfujemy z nurtem życia przyjmując zmiany nieświadomie, przez co czasem nie zdając sobie sprawy, że się zmieniamy. A jeśli już sobie uświadomimy, to może okazać się, że chcielibyśmy płynąć w górę rzeki, ale nie mamy już na tyle sił i motywacji, aby zacząć wiosłować i płynąć w „naszym” kierunku i dryfujemy dalej, tam gdzie niesie nas prąd…

  • Wyobraź sobie, że ratownik medyczny przyjeżdża do wypadku i nie ma wypracowanego schematu działania.”

    Dwa pytania

    1. Czym różni się ratownik na miejscu wypadku od człowieka budzącego się rano? (z myślą o POR)

    2. Czy można „rutynę czynu” (bezmyślne włączanie kierunkowskazu przed zakrętem, umiejętne bandażowanie rany) postawić na tym samym poziomie co POR?

  • Drogi Grabku, POR nie jest filozofią życia — to jedna technika, którą można wykorzystać, jeśli nie jest komuś łatwo zabrać się do pracy z samego rana.

    Uważam jednak, że Twoje komentarze są świetnym uzupełnieniem i spojrzeniem z „drugiej strony” dla osób chcących skorzystać z tego podejścia, aby uważały na bezmyślne włączanie kierunkowskazu, przy wjeździe na pas pracy.

  • Grabku, użyłam tego przykładu nie w celu tworzenia porównań z techniką POR, ale po to, żeby odczarować nieco słowo „rutyna”, które — mam wrażenie — kojarzy się wielu ludziom tylko z czymś niepożądanym i mało rozwojowym. Rutyna ma różne oblicza i jestem przekonana, że może „pracować na naszą korzyść”. Co do techniki POR to trudno mi oceniać jej skuteczność, bo nie próbowałam.

Leave a comment


5 + 4 =

Nasze kursy:


darmowy kurs poprawa nastroju


darmowy kurs motywacja

Dołącz do nas


Najnowsze komentarze

Kategorie i Tagi