Lis 16, 2009
neoma.pl

NeoWywiad z Prezesem Polskiego Koncernu Mięsnego – Maciejem Dudą (cz. I)

SG102887 2

Uczyć można się na wiele sposobów, jednak najlepiej na sukcesach innych. Oszczędza się czas, energię oraz nerwy. Czy nie było by wspaniale gdybyś miał okazję porozmawiać z osobą, którą podziwiasz za pewne osiągnięcia i dokonania w życiu? Taki prywatny coaching, gdzie przez półtorej godziny możesz zadawać pytania i notować cenne odpowiedzi. Być może zaoszczędziłbyś dzięki temu 5, 10, 15 lat swojego życia mając właściwe informacje już na samym początku…

Postanowiliśmy Tobie to ułatwić i przeprowadziliśmy nasz pierwszy wywiad z osobą, która w wieku 29 lat wprowadziła swoją, rodzinną firmę na giełdę, w roku 2006 została Przedsiębiorcą Roku („Entrepreneur of the Year” – konkurs organizowany przez Ernst&Young). Obecnie wartość zarządzanej przez niego firmy to ok. 300 mln zł. Pan Prezes Maciej Duda, bo o nim tutaj mowa, podzielił się z nami swoim cennym doświadczeniem.

Przekazujemy je teraz Tobie.

Dawid Skopiasz: Jakie miał Pan marzenia będąc dzieckiem, kim Pan chciał zostać?

Maciej Duda: Moje marzenia były skromne, bo czasy były wtedy zupełnie inne, widziałem mało świata i niewiele o nim wiedziałem.

Jako małe dziecko chciałem zostać rolnikiem, w późniejszym okresie piłkarzem – podobno miałem do tego talent. Jedno po części udało się spełnić, bo rolnikiem w jakimś stopniu jestem.

DS: Jakie ma Pan marzenia dzisiaj?

MD: Jedno z takich marzeń to, aby sytuacja z moją firmą się uspokoiła i żebyśmy z powrotem wrócili do stabilnego rozwoju. Po części już nam się to udało. I to jest takie marzenie krótkoterminowe.

Natomiast długterminowo myśląc, to chciałbym trochę odpocząć. Ten kryzys uświadomił mi taką jedną istotną rzecz: firma, praca jest ważna ale rodzina i przyjaciele są najważniejsi.

W takich trudnych momentach można liczyć właśnie na bliskich ludzi. Każdy kryzys oddziela dobrych przyjaciół od złych. Tak więc paru „złych” się wykruszyło i trzeba o tych ludziach zapomnieć. Natomiast zostało kilkunastu takich, na których mogę liczyć i którzy na dobre i na złe – o czym jestem przekonany – zostaną już w gronie najbliższych mi osób.

DS: Niewątpliwie, aby zbudować taką firmę trzeba mieć określony plan działania – czyli konkretnie zdefiniowane cele. Jakie natomiast ma Pan cele prywatne (nie biznesowe) i czy zapisał je Pan na kartce?

MD: Oczywiście, że mam swoje prywatne cele. Nie mam ich zapisanych na kartce, są natomiast spisane w mojej głowie. Jedno z moich marzeń i celów, które mają ułatwić mi podróżowanie, to własny samolot.

Mam przyjaciela, który ma już prywatny samolot, trochę polataliśmy razem. Jest to bardzo fajna rzecz, która uniezależnia człowieka od pędu. Zawsze jest tak, że własny samolot poczeka na lotnisku, bez względu na to, co się dzieje.

DS: Rozumiem, że kolega ma własny pas startowy?

MD: Nie, korzysta się z lotnisk dostępnych publicznie. Własny pas startowy wymaga za dużo zachodu, uważam że trzeba korzystać z lotnisk które już są, myślę że w najbliższych latach będzie ich powstawało w Polsce jeszcze więcej.

Inny cel, który postanowiłem osiągnąć w najbliższych kilku latach, to napisanie do 40 roku życia doktoratu. Zaczynam realizować ten cel w tej chwili, więc już niedługo zacznę się doktoryzować.

Prywatnie takim moim wielkim marzeniem i wielkim wyzwaniem – jak chyba każdego człowieka, który ma dzieci – jest to, aby wyrosły na dobrych ludzi. Żeby ułożyły sobie życie tak, aby były szczęśliwe.

Na koniec, mam takie marzenie, wizję, że chciałbym jako stary człowiek być otoczony licznymi wnukami, które rozpieszczam. Chciałbym mieć dla nich dużo więcej czasu niż miałem do tej pory dla własnych dzieci, bo czasami jest niestety tak, że rozwój biznesu pociąga za sobą mniejszą ilość czasu dla swoich pociech.

Robię co w mojej mocy, szczególnie ostatnio, żeby jak najczęściej wrócić do domu wcześniej, aby się z nimi pobawić. Jeśli muszę to przekładam część pracy na godziny późno wieczorne, kiedy dzieci już śpią. Dzięki czemu wieczór mamy tylko dla siebie. Robię to, ponieważ mam przekonanie, że ten czas który minął, nigdy już nie wróci. Moje dzieci już nigdy nie będą małe, nie będą stawiały pierwszych kroków i zadawały pierwszych pytań. To są bezcenne chwile, które przemijają i już się nie powtórzą – i chcę z nich czerpać pełnymi garściami, aby jak najwięcej zapamiętać.

DS: Co Pan robi aby wytyczone cele faktycznie Pana motywowały? Żeby chciało się wyjść z łóżka? Czy ma Pan jakąś radę dla naszych czytelników?

MD: Tak. Zawsze byłem zwolennikiem stawiania sobie w miarę konkretnych celów – krótkoterminowych. Nie lubię celów niesprecyzowanych długoterminowych, i mówiących ogólnie, że coś tam się zrobi.

Uważam, że cel powinien być konkretny dobrze zdefiniowany i raczej krótko lub średnioterminowy.

DS: W takim razie od czego Pan zaczyna, wytyczając cel?

MD: Korzystam z kartki papieru, lubię sobie wszystko rozpisać. Planuję na papierze.

Generalnie dużo piszę. Gdy spotykam się z ludźmi to dużo notuję. Czasami te luźne notatki po prostu wyrzucam, czasami przepisuję, aby były łatwiejsze do zapamiętania. Bo jest niezwykle istotne, aby zostawał jakiś ślad po rozmowach ze współpracownikami.

Ostatnio wpadłem na pomysł, żeby po każdym ważniejszym spotkaniu wysłać moim współpracownikom podsumowanie naszej rozmowy. Łatwiej jest później wrócić do tego co ustaliliśmy.

DS: Budując tak wielką firmę oczywistym jest, że trzeba podejmować szereg trafnych decyzji.

MD: …wiele decyzji było też błędnych.

DS: Co jest kluczem do podejmowania tych dobrych?

MD: Jest to bardzo trudne pytanie. Bardzo często zastanawiam się nad własnymi decyzjami. Kiedyś ktoś mi powiedział takie bardzo mądre zdanie, do którego nie zawsze udało mi się zastosować: Uczyć to się trzeba w szkole albo na cudzych błędach. Na własnych, nauka kosztuje najwięcej.

To oczywiście jest prawda i nie ma w tym nic odkrywczego ale zawsze o tym myślę i staram się dużo czytać o doświadczeniach: porażkach i sukcesach innych menadżerów.

Natomiast kluczem do podejmowania dobrych decyzji jest odpowiednia ilość czasu, która pozwala na rozpoznanie tematu, zebranie całości wiedzy i podjęcie decyzji.

Mając wystarczającą ilość informacji i wiedzy należy podjąć decyzję, nie należy tego przeciągać. Zwlekając, demotywujemy ludzi, którzy dla nas pracują. Bo przecież ktoś czeka na nasze polecenie lub decyzję aby mógł działać, aby mógł wykonać dobrze swoje zadania.

Zawsze powtarzam, że lepsza jest nawet zła decyzja, niż jej brak. Trzeba kalkulować ryzyko biznesowe i działać, bo brak decyzji, to brak rozwoju, brak szansy na lepsze jutro.

DS: Podejmuje Pan szybko decyzje czy raczej wolno i czym się Pan podpiera?

MD: Szybko czy wolno to określenie bardzo względne. I jest ono nieokreślone czasowo. Ja uważam, że decyzje, które potrzebuję podejmować, podejmuję szybko. Szybko ale nie pochopnie. Wrogiem jest presja czasowa.

To pewnie przychodzi z wiekiem. Z jednej strony jestem stosunkowo młody bo mam 36 lat, a z drugiej mam za sobą prawie 20 lat pracy. Zaczynałem pomagać rodzicom kiedy miałem 17 lat. W wieku 23 lat zostałem prezesem spółki cywilnej. Były to inne czasy, biznes był dużo prostszy, nie wymagał tak wyrafinowanej wiedzy, podejmowania skomplikowanych decyzji. To wszystko po prostu trzeba było umieć pilnować: wymóc dyscyplinę, pilnować ludzi, oraz dobrać właściwych współpracowników.

DS: Powiedział Pan „dobrać współpracowników.” Czym powinien sugerować się młody przedsiębiorca zatrudniając dobrych pracowników?

MD: Mam jedno kryterium, które jest dla mnie niezwykle istotne i traktuję je osobiście – jest to lojalność wobec mnie. Zawsze! Jeśli ktoś nie jest lojalny, nie postępuje fair, nie może ze mną pracować.

Każdemu może się zdarzyć, że popełnia błędy ale musi umieć się do nich przyznać. Ktoś użył kiedyś takiego określenia – błąd profesjonalny. Czyli podjąłem tę decyzję w najlepszej wierze, przemyślawszy sprawę, uważałem, że jest to dobra decyzja – rzeczywistość zweryfikowała ją jednak.

Innym elementem jest fachowość. Staram się dobierać ludzi, którzy się znają na tym, czym się zajmują.

Dodatkowo wybieram ludzi z pasją do tego co robią. Nie może być księgowym ktoś, kto nie jest pasjonatem księgowości, a dyrektorem handlowym ktoś, kto nie potrafi sprzedać nawet taniego i prostego produktu.

Nie zawsze jest to kwestia wykształcenia w kierunku danej działalności, ale bardziej robienia tego czegoś z pełnym zaangażowaniem, zapałem – właśnie z pasją!

To tak jak z kobietą – aby nam się podobała, musi mieć to coś:) Dokładnie tak samo jest z pracownikiem, którego zatrudniamy – też musi mieć to coś.

DS: Czyli intuicja?

MD: Tak. Tu się bez intuicji nie obędzie.

Pamiętam pewną sytuację, kiedy zmieniałem zarząd jednej ze spółek. Podjąłem wtedy merytoryczną decyzję zatrudniając tych ludzi i nie była ona oparta na intuicji. Korzystałem wtedy z bardzo profesjonalnego headhuntera.

Za pośrednictwem jego doradztwa wybrałem najbardziej kompetentny – wg przyjętych standardów – zarząd. Jak się okazało później, była to totalna porażka. Ci ludzie nie pasowali do profilu działalności firmy. Byli to naprawdę dobrzy fachowcy, ale nie pasujący do tego typu przedsiębiorstwa.

Wtedy przy wyborze bardziej kierowałem się tym, co ci ludzie osiągnęli, ich CV, doświadczeniem zawodowym, a nie tym, co mi mówiła intuicja – i jak się okazało intuicja miała rację.

DS: Stresujemy się, kiedy spóźni się tramwaj o 5 minut, czy Pan stresuje się, kiedy spółka traci np. 10 mln zł?

MD: 10 milionów zł to duże pieniądze i taka strata na pewno stresuje.

Oczywiście jest to tak, że poziom stresu jest dostosowany do wielkości firmy i do wielkości działań. Kiedyś stresowałem się każdą, nawet małą porażką. Dziś nauczyłem się że nie warto nadmiernie denerwować się każdym niepowodzeniem, że nie warto stresować się każdym drobnym potknięciem.

DS: Największa sytuacja stresowa w życiu – historia? Jak sobie Pan z nią poradził?

MD: Problemy z opcjami walutowymi i postępowanie naprawcze.

Poradziłem sobie z tym, tak jak widać na załączonym obrazku. Podjęliśmy decyzję, wdrożyliśmy ją i przeprowadziliśmy firmę przez postępowanie naprawcze. Punktem wyjścia było złożenie przez jeden z banków, który jak się okazało później stał się naszym największym sprzymierzeńcem, wniosku o upadłość. Twardo negocjowaliśmy z bankami. Przekonałem tych ludzi, że warto.

Pod koniec negocjacji jeden z banków, który przejął pałeczkę w prowadzeniu rozmów optował za tym, aby zapisano mi obowiązek zasiadania na fotelu prezesa przez najbliższe 3,5 roku. Każda próba, kiedy chciałem to zmienić napotykała na odpowiedź – „Panie Prezesie, nie. My wiemy, że tylko jak pan będzie w spółce, to będzie dobrze.”

To taka szybka zmiana, gdzie po dwóch miesiącach negocjacji bank zrozumiał, patrząc na firmę, rozmawiając z zarządem, z doradcami, że bez człowieka, który to stworzył nie uda się.

Sytuacja, która się wydarzyła w tym roku bardzo mnie stresowała. Walczyłem o dwie rzeczy: o przyszłość firmy oraz o własne nazwisko, nazwisko mojej rodziny. Gdyby się nie udało postępowanie naprawcze, było by to ściśle powiązane z moją rodziną. Byłaby to porażka bardzo bolesna i dotkliwa w długoterminowej przyszłości naszej rodziny.

Generalnie teraz już wiem, że duży stres uczy człowieka, iż małymi problemami nie warto się aż tak bardzo przejmować.

DS: Jaki jest Pana zdaniem najlepszy sposób na poradzenie sobie ze stresem?

MD: Jeśli ktoś zakłada firmę, jest ambitny i mu zależy to powinien się stresować. I to nie jest nic złego. Trzeba powiedzieć uczciwie każdemu początkującemu przedsiębiorcy, że jak ponosi porażki to znaczy, że żyje i coś się dzieje w jego życiu. Życie nie jest usłane samymi różami.

Moim sposobem na poradzenie sobie ze stresem jest przebywanie z rodziną, z najbliższymi.

Podczas tego kryzysu miałem wielkie wsparcie w moich rodzicach. Bałem się takiej sytuacji, że mogą mieć do mnie pretensje, że mogą twierdzić iż to moja wina. Absolutnie nie było takiej sytuacji: Rodzice, rodzeństwo i wszyscy najbliżsi – każdy mnie wspierał. Mówili ”Damy radę! Jesteśmy silni! Jesteśmy jedną rodziną, jednym teamem! Poradzimy sobie!” To było wielkie wsparcie. Bez niego chyba straciłbym wiarę, że warto walczyć.

Innym sposobem na odreagowanie jest sport, który mnie mocno odstresowuje. Nie zawsze mam na to czas ale lubię grać w piłkę nożną, koszykówkę, zaczynam grać w tenisa i to są takie rzeczy, które mnie relaksuje.

DS: Mam firmę oraz kredyt na 1,5 mln zł. Prowadzę ją 2 lata. Stoję na skraju wypłacalności. Pan dostaje tę firmę do przejęcia. Cztery pierwsze rzeczy, które by Pan zrobił aby wyprowadzić dane przedsiębiorstwo na prostą?

MD: To zależy od wielu czynników, które są w tej firmie.

Po pierwsze: trzeba zdiagnozować jaki jest powód, że ta firma stanęła na skraju bankructwa – diagnoza. Z diagnozy wynika jakie są szanse aby ta firma zaczęła zarabiać. Czasami nie opłaca się ratować biznesu.

Po drugie: sprawdzenie jakie są szanse wyjścia z kryzysu danej firmy, oraz zidentyfikowanie wierzycieli, bo zakładam, że jeśli są problemy finansowe, to i wierzyciele.

Po trzecie: rozmowa z wierzycielami. Pokazanie im pełnej prawdy o firmie.

Najgorsza rzecz, jaką popełniają ludzie, którzy mają problemy finansowe to ucieczka przed wierzycielami. Sam wiem, że nigdy nie poszliśmy do sądu z żadnym naszym dłużnikiem, który z nami rozmawiał, który próbował wspólnie z nami znaleźć wyjście z problemu.

Po czwarte: konsekwentna realizacja planu na zarabianie pieniędzy. Zapewne maksymalne obcięcie kosztów, ale takich, które nie zabijają biznesu. Często jest tak, że obcinając wydatki niechcący zabijamy firmę.

Trzeba też pamiętać, że nie ma dobrej recepty na ratowanie firmy. Każda działalność ma swoją specyfikę i niektórych firm nie należy ratować. Tak już po prostu jest. Miałem już takie sytuacje, gdzie dochodziliśmy do wniosku, iż nie ma sensu ratować danego przedsiębiorstwa.

DS: Czy to ciężka decyzja?

MD: Tak, takie decyzje są naprawdę trudne. W dużym stopniu dlatego, że każda firma, to przede wszystkim ludzie…

Pamiętam nasz inny kryzys, z przełomu roku 1998-1999. Spowodowany on był tak zwanym „kryzysem rosyjskim”. Część naszych ówczesnych kontrahentów nie zapłaciła nam, staliśmy prawie na skraju bankructwa. Wtedy musiałem podjąć bardzo trudną dla mnie decyzję, o nieprzedłużeniu umowy dla trzydziestu pracowników. Wtedy zatrudnialiśmy ok. 220 osób. Pamiętam, że nawet mój tata miał do mnie wówczas pretensje, pojawił się bardzo trudny argument, że nie mam serca. Ja mówiłem, że lepiej zapewnić zatrudnienie dla 190 osób niż dla nikogo. Uważałem, że jest to jedyna droga i jak się okazało miałem rację. Emocje w biznesie zawsze trzeba trzymać na wodzy.

DS: Miał Pan 29 lat, kiedy wprowadzał Pan PKM DUDA na giełdę. Bał się Pan?

MD: Pewnie. Człowiek zawsze się boi „nowego”. Wprowadzenie firmy na giełdę to była bardzo ciężka droga, duże wyzwanie, wielka odpowiedzialność tym bardziej że 7 lat temu giełda była znacznie mniej popularna niż obecnie. Wydaje mi się, że procedura wejścia na giełdę też była dużo trudniejsza.

DS: O czym Pan wtedy myślał? Duży stres, wchodzicie na giełdę, macie dużo oponentów.

MD: Myślałem, że to się jednak może nie udać, ponieważ zawsze taką opcję trzeba brać pod uwagę. To dodatkowo motywuje.

Pamiętam jedno spotkanie z inwestorami. Tuż przed wejściem do sali kolega który mi doradzał, chwycił mnie za ramię i powiedział: „uśmiechaj się, uśmiechaj się, no uśmiechaj się, bo ich nie przekonamy”.

No więc uśmiechałem się i przekonaliśmy inwestorów, którzy zainwestowali w nas. Później zarobili na tym bardzo duże pieniądze. Ta spółka sprzedawała się przy wycenie 60 mln zł. W szczycie była warta ok. 2 mld zł. Dziś jest to pewnie ok. 300 mln zł.

Cdn…

Już dokładnie  za tydzień dalsza część wywiadu. Dowiesz się z niej między innymi o tym:
– którą książkę szczególnie poleca Pan Prezes,
– ile dziennie poświęca czasu na pracę,
– czym kieruje się dobierając współpracowników,
– dowiesz się też, czy ujawnił nam swoją receptę na sukces,

Koniecznie przeczytaj. Naprawdę warto.

Słoneczności,
Dawid i Marek

Comments are closed.

Nasze kursy:


darmowy kurs poprawa nastroju


darmowy kurs motywacja

Dołącz do nas


Archiwum wpisów