Lis 7, 2010

Kryzys!


Jedno z tych, dość często powtarzanych słówek, w mediach wszelkiej maści, w przeciągu ostatnich dwóch, czy nawet trzech lat. Dlaczego zatem mielibyśmy być gorsi i ominąć tak chwytliwy temat? Interesuje to większość ludzi, więc i u nas znajdziesz o tym informacje. Jednak nie o takim kryzysie dzisiaj. To nie ta strona ;)

Czy nie jest czasami tak, że mamy dni w których wszystko za co się tylko chwycimy kończy się sukcesem? Są to te dni, w których dobry humor towarzyszy nam od rana do samego wieczora. Dni w których absolutnie nic nie jest w stanie wytrącić nas z równowagi.

Jednak od czasu do czasu zdarzają nam się też dni, kiedy wszystko za co się zabierzemy nie kończy się tak, jakbyśmy tego chcieli. Są to dni, w których od samego rana czujemy się osłabieni, rozdrażnieni, czy wręcz zmęczeni przez cały dzień. Dni, w których nawet te pozytywne zamiary ludzi jesteśmy w stanie odebrać jako próby „zamachu” na naszą osobę i byle drobiazg potrafi wytrącić nas wtedy z równowagi.

O CO CHODZI!? Czy to znaczy, że jesteśmy niestabilni emocjonalnie? Niezrównoważeni??

Niezrównoważeni, może nie. Niestabilni emocjonalnie – owszem. Dlaczego tak się dzieje i dlaczego ważne jest o tym wiedzieć?

Nasze emocje nigdy nie są constans!

Za nasze emocje odpowiadają hormony wydzielane do organizmu przez różne organy. Tak, jak za uczucie euforii odpowiedzialna jest na przykład przysadka mózgowa. Czy zatem myślisz, że taki organ może produkować stałą ilość hormonu przez cały czas? Dobrze myślisz, jeśli myślisz, że nie. Nie jesteśmy maszynami!

To tak jak przy oglądaniu dobrego japońskiego horroru – takiego w którym mamy do czynienia z tak dobraną muzyką, z takimi zbliżeniami na twarz bohatera, z takim rejestrowaniem jego uczuć w danej chwili, iż nasze emocje związane z oczekiwaniem na to, co zaraz się wydarzy, raz maleją, a raz rosną i na odwrót…

Zupełnie podobnie jest z naszymi stanami emocjonalno-energetycznymi. Jako ludzie nie jesteśmy w stanie działać ciągle na najwyższych obrotach, bo nasz organizm tego po prostu nie wytrzyma za długo. I wtedy przychodzi moment kryzysu…

Czym się to objawia?

Zaczyna nam się chcieć coraz mniej, pozytywne emocje lecą w dół, a te negatywne zyskują na sile. Zaczyna nas dopadać zwątpienie i osłabiony nastrój… Jednak czy tak się dzieje tylko w momentach przepracowania?

Niezupełnie. Uważam, że jest to swego rodzaju cykl – schemat działania naszego organizmu – umysłu – duszy. Pamiętajmy, że nie składamy się tylko z samego ciała! Tak, jak kiedyś zapytano jednego człowieka – co pan myśli o rozłączeniu umysłu i ciała – czy jest to możliwe? Na co ów zapytany odparł: jasne – dajcie mi tylko topór…

Powinniśmy traktować siebie jako istotę złożoną z trzech różnych, ale spójnych ze sobą elementów, które stanowią jedną całość.

Wracając do naszego schematu – dla jego uproszczenia załóżmy, że jest to sinusoida, która jak to z sinusoidami bywa, raz jest powyżej poziomu, a raz jest poniżej. I podobnie jest z naszym poczuciem kryzysu – przychodzą po prostu momenty, że potrzebujemy solidnie odpocząć i nie mamy wtedy ochoty na nic innego.

Jaki zatem jest dobry sposób na takie zniżki energii?

To proste – powinniśmy odpocząć ;)

Jeśli jesteś w stanie pozwolić sobie na taki odpoczynek od robienia czegokolwiek, to świetnie. Zrób sobie pauzę i świadomie zadecyduj, że dajesz sobie trochę luzu.

A co jeśli codzienne zajęcia i obowiązki nie pozwalają Tobie na to?

Też jest wyjście. Zaplanuj sobie tak dzień, czy nawet dwa dni, aby w miarę możliwości wykonywać te najlżejsze i najprzyjemniejsze dla nas zadania. Ze spraw ważnych rób tylko to co konieczne.
Jednak uwaga! Warto być  świadomym, że nasz umysł może przyzwyczaić się do takiego luzu i nie będzie nam się chciało wrócić do pełnych obrotów.

Dlatego warto wyznaczyć sobie jasne ramy – dzisiejszy dzień przeznaczam dla siebie i daję sobie trochę odpoczynku od tego wszystkiego, ale jestem świadomy, że to czego nie zrobię, czeka na mnie i odpracuję to w ciągu dwóch następnych dni.

Z autopsji…

Miałem taką sytuację w poprzednim tygodniu – po kilku dniach dość kreatywnej pracy dopadło mnie niechcenie wszystkiego – na samą myśl o tym, że mam coś napisać, stworzyć ofertę, czy skontaktować się z Klientem pojawiało się wielkie zniechęcenie i czarne chmury przesłaniały wszelkie pozytywne strony tychże działań.

Dlatego właśnie zrobiłem sobie dzień off – uporządkowałem komputer z niepotrzebnych plików, przejrzałem stare dokumenty do wyrzucenia, posłuchałem muzyki, obejrzałem jakieś szkolenie video, poczytałem motywującą książkę.

Jednak mimo tego pojawiało mi się coś w rodzaju wyrzutów sumienia – taki głos podpowiadający: nie robisz nic ważnego, a zobacz ile niedokończonych spraw na ciebie czeka… Myśli te nie pozwalały w pełni mi się zrelaksować i odpocząć.

W pewnym momencie, kiedy świadomie zwróciłem na nie uwagę, zrozumiałem – najpierw muszę zaakceptować mój wybór i płynące z niego konsekwencje – w tym przypadku przesunięcia czasowe pewnych zadań, czy projektów.

Usiadłem na chwilę, wyciszyłem się i powiedziałem sobie w myślach:

Akceptuję mój wybór, że dzisiejszy dzień przeznaczam dla siebie i na regenerację moich sił. Jestem świadomy konsekwencji z tego wynikających i też je akceptuję. Cieszę się, że mogę te chwile przeznaczyć dla siebie. Dziękuję…

Powtórzyłem to kilka razy w myślach i nagle całe napięcie, które mi towarzyszyło odpadło… poczułem niesamowitą ulgę, rozluźnienie i wewnętrzny spokój. Pomyślałem wtedy: taka prosta rzecz – a ile mi dała.

Pamiętaj – kryzys, tak naprawdę jest naturalnym stanem rzeczy i pojawia się od czasu do czasu w różnych aspektach życia. Słowo to pochodzi od greckiego krisis i według niektórych tłumaczeń oznacza oczyszczenie, punkt przełomowy, przełom. Świadomie podchodząc do wszelkich przejawów i rodzajów kryzysu z którymi zdarza nam się mieć do czynienia – w pracy, w życiu osobistym, w rodzinie, w związkach.

Każdy kryzys w końcu mija, tak samo, jak po burzy jest piękne niebo, czy po nocy następuje jasny dzień…

Należy po prostu zdać sobie sprawę, że czasem, aby przyśpieszyć jeszcze bardziej należy nieco zwolnić… i możesz wiedzieć doskonale co mam na myśli, jeśli kiedykolwiek miałeś okazję puszczać latawiec. Kiedy linka jest mocno naciągnięta latawiec będzie utrzymywał się na tej samej wysokości.

Natomiast jeśli poluzujesz nieco linkę, to może początkowo zacznie opadać w dół, ale kiedy w odpowiednim momencie naciągniesz linkę z powrotem, wówczas wzbije się naprawdę wysoko i poleci jeszcze wyżej niż poprzednio!

I tego również życzę Tobie – jak najbardziej pomyślnych lotów, ze świadomością, iż czasem dobrze jest trochę przystopować, aby móc osiągnąć kolejne poziomy…

Wiatrów w skrzydła!

Marek

Leave a comment

Nasze kursy:


darmowy kurs poprawa nastroju


darmowy kurs motywacja

Dołącz do nas


Archiwum wpisów