
Ukończyłeś duży projekt, przygotowania do podróży, spotkanie rodzinne, studia… Teraz możesz odetchnąć z ulgą, usiąść wygodnie i odpocząć. Kolejna sprawa rozwiązana. Kolejny sukces. Brawo!
W dzisiejszym artykule dowiesz się o sześciu sposobach na poradzenie sobie z odkładaniem spraw na później po to, aby tych przyjemnych chwil było jak najwięcej.
Zanim przejdę dalej chcę abyśmy mieli jasność.
• Nie chodzi o to, aby uporać się ze wszystkimi sprawami tu i teraz, od razu.
• Nie chodzi o to, aby ćwiczyć umiejętność brania się od razu do pracy, tylko po to, żeby zrobić więcej i więcej i więcej.
• Nie chodzi o to, aby być w stu procentach wydajnym, bo takie wymagania stawiamy maszynom.
Dawid to, o co w końcu chodzi?
Chodzi o dobre i szczęśliwe życie, chodzi o rzeczy ważne dla Ciebie, chodzi o satysfakcję. Czasami odkładanie rzeczy na później jest bardzo wskazane. Teraz pobawię się z moim dzieckiem, a później przeczytam gazetę. Teraz pójdę z kolegą/koleżanką na spacer, a później na zakupy. Teraz wybieram teatrzyk, w którym gra mój syn/córka, a dopiero później pracę lub teraz zabieram się za pracę, aby później móc zobaczyć wystąpienie mojego dziecka. W końcu teatrzyk będziesz pamiętał całe życie, a o projekcie w pracy zapomnisz po pół roku.
Dobra, do rzeczy! Zakładam, że wiesz, co chcesz w życiu robić, masz mniej lub bardziej klarowną wizję siebie za X lat. Tyle wystarczy. Jesteś w miejscu, gdzie czujesz, iż zbyt wiele spraw ważnych dla Ciebie odkładasz w czasie? Potrzebujesz sposobów na wypracowanie nowych nawyków? Oto one:
1. Z kim przystajesz taki się stajesz
Pierwszy sposób jest prosty, lecz wymagający trochę czasu. Jeśli chcesz przestać odkładać sprawy na później otocz się ludźmi, którzy biorą sprawy w swoje ręce i działają. Jeśli chcesz regularnie jeździć na rowerze znajdź osobę, która się tym pasjonuje. Jeśli chcesz ćwiczyć regularnie otocz się osobami, które regularnie ćwiczą. Jeśli chcesz zacząć odżywiać się regularnie i zdrowo, a odkładasz to już któryś rok z kolei poznaj osobę, która prowadzi zdrowy styl życia od bardzo dawna.
Bo widzisz mając zdrowy przykład jest o wiele łatwiej ruszyć do przodu. Jest o wiele łatwiej zadzwonić i poprosić o wsparcie lub o słowo otuchy. Jeśli masz znajomych, którzy są bardzo mało aktywni fizycznie nie myśl, że któryś z nich zaprosi Ciebie na wspólny spacer, biegi, ćwiczenia. No dobrze mogą Ciebie zaprosić, tylko jak często? Taka sama sytuacja ma się w pracy. Z kim przystajesz – obibokami czy bystrzachami?
A teraz wyciągnij kartkę papieru i napisz, z czym chcesz się uporać i jakiego typu ludzie byli by dla Ciebie świetnym przykładem do naśladowania? Poznaj ich, zaprzyjaźnij się z nimi.
Gdzie ich spotkać? WSKAZÓWKA: kluby, zrzeszenia, organizacje, stowarzyszenia, np. klub miłośników wycieczek górskich, klub publicznych mówców – Toastmasters, Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych, itp.
2. Zaczynaj od priorytetów
Rozumiem, że grupę wsparcia już sobie zbudowałeś, zatem przejdź do meritum sprawy. Tylko zrobienie rzeczy naprawdę ważnych da Tobie intensywne poczucie radości. Najczęściej jest tak, że priorytetowe zadania budzą w nas swego rodzaju niechęć i odkładamy je w czasie, bo jeszcze trzeba posprzątać. Jest to dość naturalne, ponieważ każdy duży projekt połączony jest z określonym rezultatem. Strach przed niepowodzeniem bądź też kiepskim rezultatem powstrzymuje od błyskawicznego działania. Zatem co zrobić? Po pierwsze określ, co w Twoim projekcie jest najistotniejsze. Te dwadzieścia procent, które odpowiada osiemdziesięciu procentom naszego wyniku. Z dużym prawdopodobieństwem będą to zadania, które najchętniej odłożyłbyś na później. Od razu zabierz się do realizowania tych dwudziestu procent. Z nich płynie największa i najwspanialsza satysfakcja.
Niech rozpoczynanie od priorytetów stanie się Twoim nawykiem. Łatwe? Jak się wyrobi nawyk to bardzo łatwe. Działaj.
3. Szatkuj
Duży projekt składa się z większej liczby mniejszych projektów. Chcesz napisać książkę, która będzie miała np. 300 stron? Wydawałoby się, że jest to naprawdę mnóstwo pracy i zadanie wręcz nie do ogarnięcia, nie mówiąc o wenie twórczej. A co jeśli kazałbym Tobie pisać jedną stronę A4 dziennie. Nic więcej. Tylko jedną stronę dziennie.
Pewno już się domyślasz, co chcę Ci przekazać.
Teraz spisz na kartce te drobne zadania, które musisz wykonać, aby zrealizować wyzwanie, które stoi przed Tobą. Jaki jest pierwszy krok, drugi, trzeci. Zrobienie jednego milowego kroku przeraża, ale napisanie jednej strony A4 już nie całkiem. Zatem do dzieła. To jest proste tylko trzeba działać. I niestety większość ludzi tego nie robi. Na szczęście Ty nie należysz do tej większości.
4. Perfekcjonizmowi mówimy stanowcze NIE
Najczęściej kryje się za tym strach przed niepowodzeniem. No bo jeśli zadzwonię do tego klienta, a on mi odmówi bądź w gorszej wersji nakrzyczy, to będę się źle czuł. A jeśli faktycznie tak zrobi, to co z tego?
Zrób wszystko, co w Twojej mocy, aby przygotować się jak najlepiej, w to co robisz wkładaj swoje serce. Kiedy przyjdzie czas – działaj, wyjdź na scenę, publikuj książkę, wyślij CV, idź na rozmowę kwalifikacyjną, podejmij decyzję, działaj.
Jeśli nie wyjdzie teraz to wyjdzie za chwilę. W walce z perfekcjonizmem naszym sprzymierzeńcem jest świadomość. Jestem świadomy, że przeciągam zrobienie tej sprawy ponieważ… Teraz możesz świadomie podjąć decyzję, że robisz kolejny krok. Daj sobie prawo do bycia człowiekiem. Do popełniania błędów i uczenia się na nich.
Za dziesięć lat bardziej będziesz żałował, że czegoś nie zrobiłeś niż, że coś zrobiłeś, ale Tobie nie wyszło.
Być może jest tak, że wykonałeś pewne zadanie w dziewięćdziesięciu pięciu procentach i tylko troszkę dzieli Ciebie od końca. Może tak niedokończonych spraw masz więcej. Dowiedz się, które to sprawy, a następnie jeszcze dzisiaj zamknij jedną z nich lub zaplanuj, że jutro to zrobisz. Pamiętam jak swój dyplom z uczelni odbierałem przez rok czasu. Aby go otrzymać musiałem zebrać podpisy pracowników wszystkich katedr, w których miałem wykłady, że z niczym nie zalegam. Rok czasu odkładania, zaprzątania głowy, a zrobiłem to w jeden dzień. Szkoda Twoich nerwów, działaj!
5. Planuj na papierze
Prosta lista spraw niesamowicie przyspiesza działanie i produktywność. Jest swego rodzaju drogowskazem, który powala skupić się na rzeczach najistotniejszych. Jeśli jeszcze nie sporządzasz listy zadań do zrobienia zacznij od dzisiaj. Wieczorem spisz 3 najważniejsze zadania, które chcesz zrealizować następnego dna. Następnie zrób je!
Odpowiedz sobie na pytania:
Zrobienie czego najszybciej przybliży mnie do zrealizowania mojego projektu?
Zrobienie jakiego zadania przyniesie mi największą satysfakcję pod koniec dnia?
Jaki jest najmniejszy krok, który mogę niezwłocznie wykonać, aby przybliżyć się do końca sprawy?
Ktoś kiedyś powiedział, że dziesięć minut planowania oszczędza godzinę pracy. Przekonaj się czy tak jest.
6. Urozmaicaj
Praca – dom, dom – praca, praca – dom tak w kółko. Już na samą myśl nic się nie chce, a przecież każdy z nas potrzebuje stymulacji, nowości, spontaniczności, dzikości serca, bycia szalonym. Zauważyłem na swoim przykładzie, że im więcej robię nowych rzeczy tym częściej mi się chce. Po prostu mam nagłe przypływy energii. Tak ni stąd ni zowąd. I coś musi w tym być.
Sprawdź sam i powiedz, czy to działa. Zaplanuj coś nowego w czasie wolnym – spływ kajakowy, sauna, basen, wyprawa po szyszki do lasu, pójdź do sklepu zoologicznego pooglądaj zwierzęta (często tak robię;)). W tym czasie rozmawiaj z ludźmi, jeśli są w pobliżu. O wszystkim i o niczym po prostu staraj się ich poznać.
Powiesz pewno, tak ale ja mam ważny projekt do zrobieni w przyszłym tygodniu i ten sposób mi wcale nie pomoże. Masz rację, nie pomoże. Nie pomoże od razu. Mając barwne życie, sami stajemy się barwni i wtedy dzieje się coś niezwykłego. Po prostu się chce, po prostu zaczynasz, po prostu działasz, a to wszystko wypływa z głębi Ciebie. Tego Tobie życzę.
Słońca i radości,
Dawid
P.S. Komentuj:)

Marzec 14th, 2010 at 11:12 pm
Nie jesteśmy maszynami i nie oszukujmy się, że zawsze chce nam się działać i ochoczo zabieramy się do realizacji naszych obowiązków!
„Syndrom studenta” dotyczy wielu z nas. Ale bez obaw…opisałeś, Dawidzie sposoby na poradzenie sobie z „odkładactwem”, warto je wykorzystać:)
Mechanizm naszego działania jest prosty, tzn. potrafimy szybko zmobilizować się do wykonywania zadań, które nas interesują, a co za tym idzie przynoszą nam satysfakcję. Będę w stanie siedzieć kilkanaście godzin nad projektem, którego tematyka jest zgodna z moimi zainteresowaniami, natomiast realizacja zadania, które nie wywołuje mojego zaciekawienia, okaże się „drogą przez mękę” i dlatego też zadanie to będę odkładać, odkładać…i odkładać…
Oczywiście życie to nie bajka i nie jest tak, że zawsze wykonujemy zadania czy projekty, które lubimy.
Pozostaje nam życzyć sobie zadań, które są czystą przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem!
P.S. Pozytywne nakręcenie to podstawa! Na pewno sprawi, że w starciu:
JA vs odkładanie spraw na później
1:0
pozdrawiam:)
Marzec 26th, 2010 at 10:20 pm
Prokrastynacja jest zmorą naszych czasów. Zobaczcie ile Google pokazuje wyników dla tego słowa:
http://www.google.pl/search?q=prokrastynacja&ie=utf-8&oe=utf-8&aq=t&rls=org.mozilla:pl:official&client=firefox-a
Zauważcie, nie napisałem „odkładanie na później” tylko skomplikowany termin psychologiczny – „prokrastynacja”. Znaczyć by to mogło, że ludzie zaczynają dostrzegać ten problem i szukają sposobów żeby się od niego uwolnić.
A mój artykuł na temat zarządzania życiem i biznesem w linku przy imieniu :)
Marzec 31st, 2010 at 4:24 pm
Prokrastynacja – faktycznie strasznie brzmiące słowo:) Czy jest zmorą naszych czasów? Nie wiem. Zastanawia mnie fakt jak to było 500 lat temu. Czy ludzie też odkładali sprawy na później?
Zapytano członka jednego z dzikich plemion, jak on motywuje się do pracy? Odpowiedział – kiedy brzuch jest pusty wtedy motywacji jest pełno.
Pozdrawiam,
Dawid
Marzec 31st, 2010 at 10:12 pm
Sądzę, że byliśmy (jako ludzie) tacy sami 500 i 5000 lat temu. Tak samo mieliśmy tendencje do lenistwa, odkładania spraw na później. I tak samo byli potrzebni mentorzy i motywatorzy. Ludzie się zmieniają ale bez przesady :) Ciekawe co odpowiedziałby ten „dzikus”, gdyby jego brzuch był pełny i miał do wykonania coś, co nie ratuje jego życia (nie jest niezbedne) a „jedynie” jest istotne (naprawa dachu namiotu, jak do pory deszczowej jest jeszcze pół roku) :))
„Sie zrobi”? :)