Paź 22, 2010
neoma.pl

Efekt motyla na co dzień

O tym, jak pozornie małe i nieznaczące wydarzenia, czy sytuacje w naszym życiu powodują ogromne zmiany w późniejszym czasie przekonałem się już kilkukrotnie i przekonuję się cały czas. Teoria efektu motyla mówi o tym, że machnięcie skrzydłami motyla na środkowym Pacyfiku może spowodować huragan u wybrzeży Atlantyku.

Jakiś już czas temu, rozmawiając ze znajomą, która twierdziła, że jej życiem rządzą same przypadki, przekonywałem ją, że te „przypadki” w dużej mierze zależały od niej samej – od podjętych przez nią decyzji. Właściwie, to nie jestem pewien do końca, czy ją do tego w 100% przekonałem, wiem natomiast, że zmieniła swój pogląd na tą kwestię i zaczęła na to patrzeć z nieco innej perspektywy.

Jak to się ma zatem do moich doświadczeń?

Gdybym wierzył w przypadki, też pewnie uważałbym, że większość dobrych i pozytywnych rzeczy która mnie spotkała w życiu jest dziełem przypadku. Ale nie wierzę…

Moja historia

Pamiętam, że będąc jeszcze na studiach – gdzieś w okolicach drugiego roku, postanowiłem poszukać sobie jakiejś pracy. Ale takiej ciekawej i pozytywnej, co by się za bardzo nie napracować. Znalazłem wtedy ogłoszenie w jednej z gazet, że poszukują ludzi do obsługi imprez masowych. Zaciekawiło mnie to, więc postanowiłem wypełnić wielki formularz zgłoszeniowy na ich stronie, po czym nikt się nie odezwał, żadnego kontaktu, żadnej propozycji – cisza…

I kiedy już zapomniałem o tym, po pół roku, w czasie oczekiwania przed salą egzaminacyjną na ostatni egzamin w sesji letniej zadzwonił telefon. Okazało się, że była to pani z firmy, do której pisałem pół roku temu.

Po krótkim wyjaśnieniu powiedziała, że mimo, iż składałem podanie o na inne stanowisko, to ma dla mnie propozycję pracy przez wakacje w dość znanej firmie. Nie mając specjalnych planów na ten czas  zgodziłem się, bo świeża gotówka jak najbardziej mi się przyda.

Przypadek nr 1

Był to mój pierwszy kontakt ze sprzedażą. I tak pracując przez ten czas, w pewnym momencie (zupełnie przez przypadek) poznałem dziewczynę, która pracowała na podobnym stanowisku dla innej firmy.

W czasie jednej z rozmów opowiedziała mi, że oprócz tej pracy wykonuje także zlecenia dla Klientów i szuka kogoś do współpracy. Zgodziłem się. I tak, zaczęliśmy razem współpracować. Minął sierpień, nastał wrzesień, który był ostatnim miesiącem w którym miałem pracować dla mojej ówcześnie firmy.

Przypadek nr 2

Podczas jednego z piątkowych wyjazdów do Klienta Magda (zupełnie przez przypadek) otrzymała propozycję wyjazdu na weekend i potrzebowała zastępstwa dla siebie na ten czas. Zgodziłem się. Zadzwoniła do firmy i wyjaśniła swojemu szefowi, że nie chciała by mieć wolny weekend, ale ma zastępstwo, bo na tyle znałem już produkt, że mogłem się tego podjąć.

Przypadek nr 3

W czasie tego weekendu, kiedy ją zastępowałem (zupełnie przez przypadek) do miejsca w którym pracowałem przyjechał jeden z właścicieli firmy i obserwował moją pracę. Całkiem prawdopodobne, że nawet z nim rozmawiałem, nie wiedząc kim jest.

Przypadek nr 4 i nr 5

W nowym tygodniu, okazało się, że firma ta (zupełnie przez przypadek) wprowadza swoje produkty do innych miejsc i potrzebuje pracownika na weekendy. Oczywiście zgodziłem się. Dodatkowe źródło gotówki na studiach – świetna sprawa! I tak pracowałem przez pół roku, po czym (zupełnie przez przypadek) mój znajomy przeglądając gazetę z ogłoszeniami o pracę zwrócił uwagę, że firma ta poszukuje pracownika do jednego z działów. Znając już temat, poszedłem na rozmowę i dostałem tę pracę. O tyle poszli mi na rękę, że mogłem pracować w niepełnym wymiarze godzin. Hurra!

Mieszkałem wtedy w akademiku. Zważając na fakt, że studiowałem, pracowałem w weekendy i parę godzin w ciągu tygodnia, zacząłem myśleć o tym, żeby znaleźć jakieś spokojne mieszkanie, bo w akademiku… przynajmniej w tym, w którym mieszkałem ja, zawsze dużo się działo i ciężko było pogodzić to wszystko ze sobą ;)

Przypadek nr 6 i nr 7

W tym czasie jeden ze znajomych poszukiwał współlokatora do mieszkania, (o czym dowidziałem się zupełnie przez przypadek) i z nim zamieszkałem. Poznałem tam Tomka, który pracował w dość dużej firmie na dość poważnym (jak dla mnie wtedy) stanowisku.

Zainteresował go temat, którym się zajmowałem (cały czas  wykonując małe zlecenia dla Klientów) i postanowił ze mną trochę popracować po godzinach, tym bardziej, że były z tego całkiem ciekawe pieniądze.

Pewnego razu, podczas jednej z wieczornych rozmów na temat życia i osiągania jeszcze lepszych wyników Tomek przypomniał sobie, że ma ciekawy  skrypt ze szkolenia sprzedażowego w którym brał udział. Była to dla mnie tak potężna dawka informacji, że moje wyniki sprzedażowe poszły w górę. I kiedy tak pracując w weekendy, stwierdziłem, że dobrze było by się podzielić informacjami, które poznałem z innymi ludźmi z Polski, którzy pracowali tak jak ja.

Przypadek nr 9 ?

Powiedziałem o tym mojemu ówczesnemu przełożonemu i przygotowałem plan szkolenia, które miało odbyć się na planowanym wyjeździe integracyjnym. Niecały miesiąc po tym, rozmawiając z jednym z właścicieli firmy otrzymałem propozycje pracy jako przedstawiciel handlowy.

Nie wiem, czy to przypadek, czy fakt propozycji szkolenia, czy może moje wyniki sprzedaży, ale zacząłem pracować na stanowisku, o którym nawet wcześniej nie myślałem.

Był to przełom. Zdobyłem ciekawe doświadczenie, poznałem interesujących ludzi, nauczyłem się wielu nowych rzeczy. Kolejne „przypadki” dalej się zdarzały a mi pozostawało wybierać, czy są zwykłym przypadkiem, czy okazją, która może przynieść coś naprawdę nieoczekiwanego.

W ten sposób znalazłem się w miejscu, w którym jestem dzisiaj. Mam bogate doświadczenie w sprzedaży, wyrobiłem sobie mnóstwo kontaktów, a przed wszystkim znalazłem to, co chcę robić i to robię. Czego efektem jest też między innymi blog na którym się teraz znajdujesz i artykuł, który czytasz ;)

Wniosek?

Być może nie jest jeszcze tak kolorowo, jakbym tego chciał, ale nauczyłem się już wyłapywać okazje w przebraniu przypadków i korzystać z nich tyle, ile można.

Gdy sobie pomyślę, że wszystko to zaczęło się od chęci małego dorobienia na studiach, to aż wydaje się to nieprawdopodobne.

Dlatego za tak ważne uważam umiejętne korzystanie z okazji, które podsuwa nam życie. Czy jest na to jakaś recepta? Myślę, że powinniśmy się zdać tutaj na swoją intuicję, ale również nastawić się na działanie. Bo najlepsza nawet okazja może nam przejść koło nosa, jeśli nie ruszymy się z miejsca i nie wykonamy działań prowadzących do skorzystania z niej.

Impulsem do napisania tego artykułu stała się sytuacja sprzed około miesiąca, gdy zadzwonił do mnie znajomy i powiedział, że jedna firma szuka osoby do sprzedaży ich usług. Właściwie, to nie chciałem zaczynać pracy jako handlowiec, ale z czystej ciekawości pojechałem na spotkanie do nich.

Podczas tego spotkania podsunąłem kilka ciekawych pomysłów i zaproponowałem doradztwo w zakresie sprzedaży i marketingu. Bardzo im się to spodobało i mam okazję pracować teraz nad naprawdę ciekawym projektem z ciekawymi ludźmi.

Ale to jeszcze nie koniec. Kilka dni po tym, jeden z moich znajomych zadzwonił do mnie z pytaniem, czy nie pomogę mu również w podobnym charakterze. Następnego dnia, kiedy odwiedziłem innego znajomego w pracy, w czasie rozmowy wyszło, czym aktualnie się zajmuję, co podchwycił jego szef i stwierdził, że też tego potrzebuje.

Przypadki? Zależy jak na to patrzysz. Zmień słowo „przypadek” na „okazja która do mnie przychodzi”, a wszystko może potoczyć się tak szybko, że nawet nie będziesz się tego spodziewać.

Korzystaj z tego!

Marek

5 komentarzy

  • Przypadki chodzą po ludziach. Nawet jest takie przysłowie :) ale sam nie wiem, jak to jest. No bo jeśli nie wierzyć w przypadki, to zaczynamy doszukiwać się jakiś wyższych sił sprawczych. To tak jak myślimy o kimś, czy chcemy do tej osoby zadzwonić, a ona dzwoni do nas. Czy to jest jakaś moc przyciągania (sekret) czy przypadek, bo poprstu ta osoba i tak by zadzwoniła jakby się o niej myślało. I teraz wszyscy ci co wierzą w sekret i prawo przyciągania będą twierdzić, że to przez to. A wszyscy ci którzy wierzą bardziej takim ludziom jak Derren Brown, będą wierzyć, że to poprstu przypadek. Co jest w takim wypadku prawdą?

    Wydaje mi się że dużo zależy od tego w co wierzymy i jak to interpretujemy – stąd biorą się wszystkie nasze przekonania na rózne tematy. Ty Marek nie wieżysz w przypadki, ja nie wierzę w zupełny brak przypadków. Który z nas ma rację?

  • Bartek, myślę, że już odpowiedziałeś sobie na pytanie które zadałeś ;) Wierzymy w to, w co chcemy wierzyć – i to jest właśnie nasz wybór, pod warunkiem, że jest on świadomy i bierzemy za niego pełną odpowiedzialność.

    A pytanie kto ma rację? No cóż – a czym dla Ciebie jest ta racja?

  • Całkiem ciekawa historia. Może trochę długawa, ale przyjemnie się czyta. Tez uważam, że nasz los jest w naszych rękach i przypadki nie powinny nami rządzić. POZDRAWIAM autorów bloga!

  • […] już swego czasu na naszym blogu artykuł o efekcie motyla na co dzień, teraz przyszedł czas na filozofię Kazien na co dzień. Pewnie nie raz obiła Ci się o uszy ta […]

  • […] już swego czasu na naszym blogu artykuł o efekcie motyla na co dzień, teraz przyszedł czas na filozofię Kazien na co dzień. Pewnie nie raz obiła Ci się o uszy ta […]

Leave a comment

Nasze kursy:


darmowy kurs poprawa nastroju


darmowy kurs motywacja

Dołącz do nas


Archiwum wpisów